TOP 9 bohaterów z polskich gier

Nasza branża gier ma już kilkadziesiąt  ładnych lat i zdążyła wydać dużo świetnych tytułów. Tym samym, w naszej redakcji, jesteśmy pewni, że wśród tych gier znajdzie się kilka wyróżniających się postaci, o których warto coś napisać. Zobaczymy, czy ważniejsze są ilości pikseli, bitów i trójkątów włożonych w projekty graficzne postaci, czy ich dialogi i motywacja, z jaką pokonują kolejne wyzwania. A dlaczego TOP 9, przecież nie jest to okrągła liczba.  Po prostu TOP 10 jest już zbyt oklepane.

 

MIEJSCE 9: WACKI KOSMICZNA ROZGRYWKA

 

Każde państwo (na tej planecie) musi mieć swojego bohatera, który ma coś wspólnego z ratowaniem świata przed zagładą. Według nas najefektowniej zrobił to Will Smith w filmie „Dzień Niepodległości”. A nad Wisłą… Franc i Edek. Dwóch supermegahipersympatycznych kolegów z typowego, polskiego podwórka. Jeden wygląda trochę, jak absolwent studiów humanistycznych, drugi, jakby pił Absolwenta. Obaj są bohaterami wywodzącymi się z klasy średniej-wielkopłytowej. Ich życie jest całkiem spokojne i poukładane. Tradycyjnie, podwórkowe wakacje przebiegały u nich absolutnie leniwe, aż do momentu kiedy pojawił się obcy z kosmosu. Przybysz prosi ich o pomoc w międzygalaktycznej sprawie. I, jak to typowi Polacy, zgadzają się na zasadzie, „co, ja nie dam rady?” :). Nie są to postaci, których osobowość i styl wylewa się ekranu, ale we dwójkę tworzą udaną parę i potrafią rozbawić swoimi przygodami. Są to zdecydowanie bohaterowie, z którymi można iść na piwo i pogadać. Chociaż przydałoby się, żeby ich charaktery były nieco mocniej zarysowane – np. kolejnymi przygodami. No bo jak nie lubić bohaterów, którzy przygodę ratowania świata zaczynają od uruchomienia swojego żółtego Fiata 126.

P.S. Teraz po latach zauważyłem, że MC Frontalot wygląda jak Franc.

https://www.youtube.com/watch?v=4nigRT2KmCE 

 

MIEJSCE 8: TEENAGENT

 

Kto zna Marka Hoppera, ten wybierał dobre gry w dzieciństwie. Marek to typowy nastolatek, skejt z końca lat 90’. Stylem bycia i ubiorem przypomina Laskę z filmu „Chłopaki nie płaczą”. Ma osobowość typowego nastolatka, czyli trochę mu się nie chce, ręce w kieszeni, a większość sytuacji kwituje celną ripostą. A teraz dodajmy do tego, że Marek stanie się kluczową postacią do rozwikłania zagadki zniknięcia ogromnej ilości złota. Warto tutaj na chwilę się zatrzymać i zwrócić uwagę na trend wśród twórców gier. Franko, Wacki, Teenagent to gry, w których bohaterami zostają mieszkańcy typowych polskich osiedli z wielkiej płyty. Ze wszystkimi swoimi cechami charakteru, ubioru i charakterystycznych zwrotów popularnych w tamtych czasach. No cóż, bo dla takich odbiorców te gry były tworzone. To dobrze, że tytuły z tego okresu mają tak niepowtarzalnych już bohaterów – jest do czego wracać i wspominać. Ale co do Hoppera. Zostaje on wybrany przez tajną organizację RGB (hue-hue) do odkrycia tajemnicy znikającego złota. Nie chce się zgodzić na współpracę od razu, ale dowiaduje się, że każda dziewczyna zakocha się w agencie, więc zostaje… Teenagentem. Marek jest pyskaty, bezczelny, ale dzięki temu udaje mu się przeżyć swoją przygodę w na pewno nie nudnym stylu.

 

MIEJSCE 7: LEW LEON

 

Dystrybutorem gry jest CD PROJEKT, więc LEW LEON jest protoplastą Wiedźmina. Nie no żartujemy, ale Leon też lubi wpadać w tarapaty. Przekopując internet w poszukiwaniu śladów Lwa Leona nie znajdziemy ich zbyt wiele. A szkoda, bo Lew Leon, to lew na skalę międzynarodową (i naszych możliwości). Gra ukazała się w złotych latach gier platformowych i była jednym z tytułów, w które warto było zagrać. Leon to połączenie poszukiwacza przygód w stylu Indiany Jonesa i Lary Croft. Z czego lwia (hue-hue) część to Indiana. Postać Leona, jak i seria gier, w której wystąpił, była skierowana do dzieci. Tytuły były kolorowe, zabawne i przystępne dla najmłodszych. Postać Lwa Leona, na pewno, została do dzisiaj w głowach starszych graczy. Gdyby teraz reaktywować tę postać z myślą o platformie Nintendo, jesteśmy pewni, że nasz Lew stałby gdzieś obok Mario i Kirbly. Oczywiście trzeba by nad nim trochę popracować – unowocześnić i rzucić w wir nowych przygód. Jako smaczek dodam, że najpopularniejsza broń Lwa to nóż. Korzysta z niej w walce z innym zwierzętami-spiskowcami, które ukradły jego koronę. Taki seryjny-rytualny ubój, jaki prowadzi nasz milusiński Lew, to jak na grę dla dzieci, dość sporo (krwi nie ma) 🙂 Dzisiaj pewnie Leon bardziej by ogłuszał niż zabijał.Zakładamy, że prawa do postaci są nadal w rękach CDP. Może, więc Leon powinien wrócić z emerytury i wziąć się do roboty. Może ktoś znowu ukradł koronę?

 

MIEJSCE 6: RYAN LENNOX

 

A gdyby tak niebo i piekło, zakładałyby firmy na Ziemi? W świecie stworzonym na potrzeby gry Infernal tak właśnie jest. EtherLight i Abyss to należące do niebios i piekieł, korporacje z zaświatów. Występująca raz na tysiąc lat dziura pomiędzy światami uniemożliwia Bogu zobaczenie tego, co się dzieje na Ziemi, stąd rola takich właśnie firm. Ryan  Lennox jest byłym agentem EtherLight. I to jednym z najlepszych. Zwolnionym jednak za zbyt destrukcyjne działanie. Jak to bywa na rynku pracy, zainteresowała się nim konkurencja i odwiedził go sam szef Abyss. Razem mają zamiar zagrać na nosie EtherLight i zepsuć ich plany zniszczenia Abyss, a w tym bardzo pomoże destrukcyjna natura Ryana. W grze pozyskujemy energię życiową i amunicję z zabitych wrogów, teleportujemy się, spowalniamy czas czy używamy telekinezy. Jednym słowem Ryan Lennox to typowy zabijaka, tyle, że z małą pomocą piekielnych mocy. Ale czy zaprosilibyśmy go na grilla?

 

MIEJSCE 5: SAM B

 

Czy komuś trzeba przedstawiać tego pana? Jeżeli tak, to Sam B to jeden z bohaterów Dead Island. Raper, który przyjechał do Royal Palms Resort, by promować swój kawałek Who Do You Voodoo? Wychowywał się praktycznie bez rodziców – ojciec w więzieniu, matki nigdy nie było obok. Im trudniejsze dzieciństwo, tym więcej złota na klacie J Utwór Who Do You Voodoo? pozwolił na oderwanie się od tego świata i zdobycie pierwszych miejsc na hip hopowych toplistach. Sam, z dnia na dzień, stał się gwiazdą, bywalcem ekskluzywnych przyjęć, laureatem branżowych nagród. Można napisać, że żył dostatnio. Okazało się jednak, że kolejne piosenki nie są już tak popularne, a na koncertach publiczność chce usłyszeć tylko jeden hit sprzed dziesięciu lat. Sądził, że występ na Banoi pomoże mu w powrocie na szczyt. W tym niestety chcą mu przeszkodzić… hordy zombie. Na szczęście jego natura i twardy charakter sprawdzają się doskonale w tak ekstremalnych sytuacjach. Sam B jest typowym „Tankiem”. Najlepiej posługuje się młotami i wszystkim, co może pogruchotać kości. Polski Techland podszedł do kwestii promowania gry bardzo poważnie i możemy posłuchać dwa, z krwi i kości hip hopowe, kawałki Sama B: Who Do You Voodoo: http://www.youtube.com/watch?v=78bj6ebUVqA

 

MIEJSCE 4: RAY MCCALL

 

Ray McCall to główna postać gier Call of Juarez i prequela Call of Juarez: Więzy Krwi. Były zabijaka, obecnie pastor – chociaż, szczerze mówiąc nie zauważamy różnicy. No, może jedynie w tym, że teraz z jego ręki pada więcej trupów. A te w grze ścielą się gęsto. Tam, gdzie Biblia nie sięga, zawsze można sobie pomóc rewolwerem. Ray to starszy brat Williama i Thomasa McCallów. Będąc w wojskach Unii dezerteruje, by bronić rodzinnej farmy zajętej przez jankesów. Gdy dociera na miejsce zastaje martwą matkę i splądrowaną plantację. Postanawia ją odbudować, a śmierć matki pomścić. Jako narzędzie Boga, Ray ściga meksykańskiego chłopca imieniem Billy, wierząc, że to on jest zabójcą i że wytropienie go oraz zemsta to jego przeznaczenie. Ray McCall to mistrz rewolwerów, zabójczy na krótkich dystansach. Szczególnie upodobał sobie walkę dwoma rewolwerami na raz, po jednym w każdej dłoni. Jednak, kiedy to potrzebne, również sięga po cięższą broń, czy dynamit. Nie chcielibyście go spotkać na swojej drodze!

 

MIEJSCE 3: DANIEL GARNER

 

To dopiero twardziel! Daniel jest na wiecznej wojnie z siłami zła w nadziei, że pewnego dnia znów złączy się ze swoją ukochaną żoną. Oczywiście wcześniej był zwykłym gościem, który jechał samochodem z małżonką, by świętować jej urodziny. Ale, jak to w takich sytuacjach bywa, jechał w trakcie ulewy i zdecydowanie za szybko. Zakończyło się to wypadkiem, gdzie obydwoje zginęli. Jego żona trafiła do nieba, on natomiast do czyśćca. Garner musi teraz odkupić swoje winy, odnaleźć i zabić czterech generałów piekła oraz samego Lucyfera, przy okazji kosząc hordy piekielnych potworów. W takim sposób gracze Painkillera mogą sobie umilić kilkanaście godzin gry. Mimo, że rozwałka to główna część gry, nie zabraknie tam również interesującej historii. Na swojej drodze spotkamy m.in. Archanioła, który pomoże Danielowi obrać słuszny kierunek działań, czy Ewę, pierwszą żonę Adama, która konkretnie namiesza w fabule. Painkiller to jeden z najbardziej charakterystycznych, polskich tytułów, stąd nie mogło też zabraknąć tutaj jego bohatera.

 

MIEJSCE 2: WIEDŹMIN

 

Drogi czytelniku, od początku tego artykułu wiedziałeś, że nie zabraknie Geralta z Rivii. Przepis na stworzenie takiej postaci, to oczywiście sekret pana Sapkowskiego. My Wieśka widzimy trochę, jak połączenie Rambo, Lobo, Sarumana i Clinta Eastwooda. Jest z niego samotny wilk jak z Rambo. Jak już sieka to sieka jak Lobo. Jest zdeterminowany jak Saruman. I większość czasu ma wkurzoną minę jak Clint Eastwood. Pewnie nadal jesteśmy daleko od tej wyjątkowej charyzmy Geralta, ale kierunek wybraliśmy dobry – przynajmniej my to tak oceniamy. Jest chłodny w osądach, neutralny i zdystansowany – trochę jak chirurg z 30-letnim stażem. Lubi zabijać potwory, podróże i chędożenie. Żeby najlepiej poznać tę postać trzeba sięgnąć nie do gry, a oczywiście literatury. Jednak growy Wiedźmin ma jedną dużą przewagę nad swoim książkowym pierwowzorem. To my możemy pokierować Wiedźminem. Nasze decyzje sprawiają, że postać jest trochę naszą wizją Geralta. Nadal jesteśmy niebezpieczną maszyną do zabijania potworów, ale kontrolujemy ją pod naszymi palcami. Czy pójdziemy z głosem sumienia, czy może za brzękiem monet? Wiadomo, że za kasą J

 

MIEJSCE 1: FRANKO

 

To ten w białej koszulce z obrazka. Największy motherfucker, bo tylko takie określenie sprawdza się w jego przypadku idealnie, w historii polskich gier. Skopał tyłki wszystkim na osiedlu. Nie uronił przy tym ani łzy, ani kropli potu. Pozostał niewzruszony. No może raz raz się wzruszył – musiał się wysikać w przerwie w mordobiciu (serio!). Masakrując kolejnych przeciwników, kwitował swoje samopoczucie staropolskim – SPOKO. To pozytywne nastawienie sprawiło, że kołcze go nienawidzą. Franko ma najprawdopodobniej tylko jednego przyjaciela – Alexa. Łączą ich wspólne zainteresowania – lanie po mordzie, kopniaki z wyskoku i poruszanie się wyłącznie w prawą stronę planszy. Historia w grze jest taka: Alex zostaje zabity przez gang szczecińskiego przemytnika – Klocka (serio!). Teraz Franko poprzysięga zemstę. Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że w trakcie rozgrywki dla dwóch graczy możemy grać jako Alex (sic!). Być może to wskazówka, że Franko jest jeszcze schizofrenikiem 🙂 Ale czy wróci?

Może Ci się również spodoba