Symulator FBI? Gramy w Code Red: Agent Sarah’s Story

Code Red: Agent Sarah's Story

O Code Red: Agent Sarah’s Story mogliście usłyszeć już jakiś czas temu za sprawą wersji dedykowanej dla Facebooka oraz nieudanej niestety zbiórki funduszy za pośrednictwem serwisu wspieram.to. Twórcy, studio LivinThing mimo wszystko się nie poddali, wyciągnęli wnioski i celują teraz w platfomę Steam.

Od kilku dni w serwisie dostępna jest wczesna wersja gry – „Day One”. Jak sama nazwa wskazuje, akcja ma miejsce pierwszego z trzech dni śledztwa. Tytułowa bohaterka, agentka FBI Sarah Young musi powstrzymać zamachowca grożącego zdetonowaniem bomby w samym sercu Nowego Jorku. Rozgrywka oparta jest na modelu point’n’click z elementami HOPA, jednak Code Red: Agent Sarah’s Story potrafi zaskoczyć kilkoma niezwykle ciekawymi rozwiązaniami.

Przede wszystkim należy wspomnieć o świecie gry – pełnym ciekawie nakreślonych postaci drugoplanowych i detali w postaci plakatów, marek produktów, wiadomości telewizyjnych czy materiałów do przeglądania. Chcesz zobaczyć swojego steam’owego znajomego na plakacie z napisem „poszukiwany”, a następnie zgłosić go na policję? 😉 Code Red oferuje m.in. takie smaczki. W pozytywny sposób zaskakują też niektóre mechaniki wdrożone przez twórców – możemy korzystać z telefonów, włączników świateł, automatów z napojami czy przeglądać komputery. Nawet zagrać na jednym z nich w Snake’a! To zdecydowanie unikatowe w grach przygodowych, szczególnie biorąc pod uwagę, że za produkcję odpowiada niezależne studio. Brawa! Mnie takie detale zawsze cieszą.

Na uwagę zasługują również fragmenty znacznie odbiegające od klasycznych przygodówek w postaci strzelanin czy… pościgów. Jednak na tym różnice się nie kończą – m.in. nasza bohaterka posiada swój poziom energii, którą tracimy, a uzupełniać ją możemy chociażby kupując batonik w automacie, o ile pozwalają nam na to fundusze. I o nich musimy pamiętać. Łatwo je stracić, gdy przyciśniemy za mocno pedał gazu przenosząc się między lokacjami. 😉

Dorzućmy do tego wszystkiego wybory moralne, budowanie relacji ze współpracownikami czy nieustannie mijający czas – wszystko to prowadzi do jednego z trzech zakończeń fabularnych i od naszych działań zależy czy uda się odkryć lokalizację bomby i uratować tysiące istnień. Na koniec nie mogę nie wspomnieć o ręcznie rysowanej oprawie graficznej, którą świetnie dopełnia autorska muzyka autorstwa Marcina Pukaluka. Dzięki temu gra potrafi nieźle wciągnąć, mimo, że jest wciąż w fazie produkcji.

Premiera pełnej wersji, zawierającej wszystkie 3 dni w jednym pakiecie zależna jest od postępów prac i sukcesu „Day One”. Pozostaje nam więc trzymać kciuki za LivinThing Studio, a Was zachęcić do zagrania, ponieważ jest to zdecydowanie tytuł nie tylko dla fanów przygodówek.

Arek Grasela

Człowiek-przypominacz i pomysłodawca serwisu. Gracz niemal od urodzenia, a wolnych chwilach hobbystyczny pseudo-dziennikarz. Miłośnik popkultury i literatury, zawodowo grafik komputerowy, a od niedawna twórca gier.

Może Ci się również spodoba