Inner Chains – Co poszło źle?

O Inner Chains słyszałam już wcześniej, ale zainteresowanie wzbudziło dopiero po Pixel Heaven. Gdy dowiedziałam się, że Inner Chains wygrało w kategorii Best Art to postanowiłam przyjrzeć się temu tytułowi. Miałam szczęście, bo akurat stanowisko obsługiwał Tomasz Strzałkowski – główny projektant gry. Zawsze najlepiej zaczerpnąć informacji u źródła.

Taki był miły początek mojej przygody. Muszę przyznać, że bardzo liczyłam na tę produkcję. Gra dobrze prezentuje się na screenach, artach czy nawet gameplayach. Mamy nawiązanie do klasycznych FPS, kilka rodzai broni i intrygujące wprowadzenie do fabuły. Co najważniejsze grafika jest rewelacyjna. Jednak gra spełniła w całości moich oczekiwań. Co poszło źle?

Fabuła.

Wprowadzenie do historii zaciekawiło mnie na tyle, że chciałam dowiedzieć się więcej. Niestety nie miałam okazji zrozumieć tła fabularnego. Trzeba przyznać, że historia jest prowadzona po prostu złe. Grzech główny to niekomunikatywność. Nie wiem kim jestem, nie wiem gdzie jestem i nie wiem jaki mam cel. Właściwie na początku gry wiem tyle samo co na jej końcu. Niestety, ale dramatycznie obniżyło to moje zaangażowanie w grę. Nie uważam, że FPS musi mieć rozbudowaną i nietuzinkową fabułę, ale jeżeli już się historia pojawia to powinna ona być czytelna.

Gameplay.

Zapis automatyczny, minimum interface`u co zawsze na plus, ciekawy sposób pozyskiwania zdrowia i amunicji, kilka rodzai broni o różnych zastosowaniach, system podpowiedzi, znajdźki, żywe i śmiertelne otoczenie oraz kilka odmian przeciwników. Co mogło pójść źle? Wszystkie te elementy są przemyślane i pewnie nieźle wyglądały na papierze. W rzeczywistości odczucia są przeciętne. Pierwsza sprawa to niekiedy bardzo oddalone od siebie punkty zapisu, które robią wrażenie sztucznego wydłużania gry. Powtarzanie długich sekwencji było na tyle irytujące, że często kończyło się wyłączeniem gry. Nie zawsze rozumiałam też jakie fabularne funkcje spełniają poszczególne lokacje, które właściwie płynnie przechodziły jedna w drugą. Cały czas czekałam, aż coś się zdarzy. Mechanicznie wypełniona przestrzeń przeszkodami i przeciwnikami bez uzasadnienia czy próby opowiadania historii przez środowisko. Brak w grze kontrastujących ze sobą sytuacji czy lokacji. Brakowało mi też strasznie opcji popychania przeciwników i zabijania ich przy użyciu otoczenia. Tęskniłam przez większość rozgrywki za pierwszym poziomem gdzie mieliśmy bardziej otwartą przestrzeń i mogłam spokojnie badać otoczenie.

Grafika.

Tutaj trzeba przyznać, że jest świetna. Sama w sobie jest na tyle ciekawa, że właściwie to strzelanie przeszkadzało w oglądaniu świata. Oczywiście przesadzam i może moja opinia jest spaczona moimi gustami i zainteresowaniami. Nie mniej w moim odczuciu grafika jest przemyślana, szczegółowa, niepokojąca a jednocześnie wywołuje zaciekawienie. Animacja broni nasuwa pytanie czy broń staje się częścią naszego ciała, a może jest to autonomiczny organizm. Pozytywne wrażenie wywarła na mnie stacja uzupełniająca zasoby czy punktu zapisu. Brak interface`u jest świetną opcja, dzięki temu nic nie zakłócało mi odbioru świata. Słabszym elementem grafiki są postacie i ich animacje. Na prawdę po tak wykreowanym świecie spodziewałam się bardziej intrygujących przeciwników niż akolitów wyglądających jak trepy z najnowszego Mad Maxa.

Bóg Gamedevu radzi

Zamieniam się na chwilę w boga gamedevu i mogę zrobić wszystko. Co zrobiłabym z Inner Chains? Po pierwsze zrezygnowałabym całkowicie z FPS i zapomniałabym, że coś takiego istnieje. Skupiłabym się na dopracowani fabuły i stworzyłabym czytelniejsze sposoby jej prezentowania. Następnym krokiem byłoby stworzenie ciekawych, niepokojących i oryginalnych lokacji, które zapadną graczom w pamięć. Styl graficzny jest na tyle bogaty, że spokojnie samo obcowanie z interesującym miejscem w świecie gry mogłoby dostarczać wiele wrażeń i emocji. Gdyby zrobić z Inner Chains symulator chodzenia z dużą dozą fabuły i wyjątkowych lokacji to byłaby to świetna pozycja. I wiedział, że było to dobre. Niestety bogiem gamedevu nie jestem więc mogę jedynie wygłosić swoje postulaty. Chce więcej punktów zapisu, ciekawszych przeciwników, charakterystycznych lokacji i łopatologicznie przedstawionej niezbyt skomplikowanej fabuły.

Jakie jest moje ostatnie słowo? Warto pograć by zobaczyć oprawę graficzną, ale kupiłabym tę grę jedynie na dużej promocji. Trzymam kciuki by kolejna produkcja tych twórców była symulatorem chodzenia z ciekawie opowiedzianą historią 🙂 Pozdrawiam.

Warto zagrać?

Tak, jeżeli kupisz tę grę na niezłej promocji

Za

  • Świetnie zaprojektowana grafika
  • Nawiązanie do klasyki
  • Ciekawy klimat

Przeciw

  • Nieczytelna fabuła
  • Nieciekawe poziomy i przeciwnicy
  • Monotonny gameplay
ŚREDNIAK

Skala od 1 do 5

Aleksandra Jarosz

Gry? Gram, badam, tworze.

Może Ci się również spodoba