Isaac Asimov – trylogia Fundacja

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Z której strony byśmy nie podchodzili do science fiction, to nie da się ominąć sagi Fundacja. Dzieło Asimova przyczyniło się, jak żadne inne, do raptownego rozkwitu spekulatywnej fikcji. Wciągnęło do gatunku scifi wielu nowych czytelników i otworzyło przestrzeń do rozważania o tym, jaki potencjał drzemie w naszej cywilizacji.

Zanim cokolwiek więcej napiszę o Fundacji, to najpierw trzeba określić swój punkt startowy, bo czytanie tej sagi nie przebiega w sposób oczywisty. Zaczęło się od książki napisanej w 1951r. Potem, rok po roku, pojawiły się dwie kolejne części. Serię potocznie nazywa się klasyczną trylogią. W dalszych latach powstało, jeszcze bardzo dużo prequeli i trochę sequeli. Niektóre z kontynuacji zostały napisane przez innych autorów, ale wliczają się do kanonu. W tej recenzji skupiam się wyłącznie na klasycznych trzech tytułach startowych (pogrubiłem je na poniższej liście).

Preludium Fundacji (1988)
Narodziny Fundacji (1993)
Zagrożenie Fundacji (1997) (aut. Gregory Benford)
Fundacja i Chaos (1998) (aut. Greg Bear)
Tryumf Fundacji (1999) (aut. David Brin)
Fundacja (1951)
Fundacja i Imperium (1952)
Druga Fundacja (1953)

Agent Fundacji (1982)
Fundacja i Ziemia (1986)

Sprawdźmy w jaki sposób dzieło Asimova, zmieniło historię gatunku i zainspirowało kolejne pokolenia twórców. 

Na tę chwilę może to zabrzmieć bardzo dziwnie, ale zacznijmy od tego co jest najmniej ważne, czyli fabuły.  W najprostszym ujęciu, to historia ludzi tworzących organizację, która miała pomóc ludzkość utrzymać swoją potęgę i ciągłość. Oryginalna trylogia skupia się na całej palecie postaci, które są związane z tajemniczą, tytułową Fundacją. Nie ma tutaj jednego, głównego bohatera, który prowadziłby nas przez środek wydarzeń. Międzygwiezdna polityczna gra, tajemnica i wielopoziomowe intrygi przenikają przez kolejne pokolenia, wciągając w wir wydarzeń nowe osób.

Na początku historii poznajemy Hariego Seldona genialnego matematyka, który opracowuje autorską metodę przewidywania przyszłych zdarzeń w skali makro. Nie ma w tym żadnej magii lub niewyjaśnionych zjawisk. Przewidywania opierają się na czysto empirycznych badaniach, ale ujętych w niewyobrażalnym stopniu skomplikowania. Tak powstaje, trudne do opanowania narzędzie –  psychohistoria.

Obok losów Seldona, toczy się życie ludzkości, która rozprzestrzeniła się po najdalszych zakątkach galaktyki. Wszechmogącym władcą Galaktycznego Imperium został nomen omen Imperator. Pod jego panowaniem, niegdyś pnąca się w rozwoju ludzkość, teraz zeszła na ścieżkę stagnacji, biurokracji i obojętności. Jak łatwo się domyślić, ten stan nie prowadzi do niczego dobrego, więc autor psychohistorii bije na alarm. To zmusza Imperatora do dyskredytowania narzędzia oraz jego autora. Rusza sądowy proces Hariego, który jeszcze mocniej podkreśla, że tragiczny upadek Imperium, to tylko kwestia czasu. Nikt ani nic nie może tego zmienić. Ze strachu włodarze Imperium zsyłają go na wygnanie, gdzie może kontynuować swoje badania.

Daleko od serca Imperium Seldon zaczyna pisać Galaktyczną Encyklopedię, a pieczę nad nią oddaje w ręce założonej przez siebie Fundacji. Zadaniem nowo powstałej instytucji jest utrzymanie narzędzia psychohistorii oraz zebranie całej galaktycznej wiedzy. Jeśli ludzkość może kiedyś zniknąć, to muszą przetrwać jej owoce.

Z czasem Imperium pogrążaja się w swoich słabościach i następuje nieunikniony rozpad.

Mijają pokolenia. Rozpad postępuje, a Imperium to w większości już tylko mniejsze królestwa. Fundacja staje się jedną z dominujących sił w nowym, galaktycznym układzie sił. Swoją przewagę buduje na dostępie do wiedzy i technologii. Nowo powstałe królestwa są uzależnione od patentów, którymi dysponuje Fundacja. Jest to sposób na utrzymywanie galaktycznego balansu.

Nowi przywódcy, widząc rosnące znaczenie organizacji, zaczynają się bać, że jej ukrytym celem może być przywrócenie świetności dawnego Imperium. To wiązałoby się z odebraniem im ich przywilejów władzy. Tak zaczyna się wojna z Fundacją.    

Tutaj urywam dalsze opisywanie pierwszego tomu. I tak już napisałem dużo.

W następnych dwóch częściach będzie jeszcze więcej intrygi i tajemnic do odkrycia. Dowiemy się o słabym punkcie w obliczeniach Seldona. Będzie nim pojawienie się postać Muła, wielkiego mistrza marionetek, który dzięki swoim zręcznie utkanym intrygom i oszustwom stanie się największym zagrożeniem (lub wybawieniem) galaktyki. To wydarzenie spowoduje, że bohaterowie zostaną skonfrontowani z kolejną tajemnicą do rozwikłania. Będą musieli odnaleźć drogę do sekretnej Drugiej Fundacji. Ale w tym miejscu trzeba zaznaczyć, że nie wiadomo czy ona w ogóle istnieje. Może jest tylko bajeczką ku pokrzepieniu serc.

A to wszystko i jeszcze więcej (łącznie z zaskakującym zakończeniem), dzieje się tylko po to, żeby ziścić plan Hariego Seldona.

Tak w bardzo dużym uproszczeniu prezentuje się fabuła klasycznej trylogii. Pierwszą część opisałem w miarę dokładnie, żeby najlepiej zobrazować centralne założenia Fundacji i nie zdradzać zwrotów akcji z kolejnych tytułów.

Jeżeli miałbym wymienić tę jedną książkę, która zmieniła oblicze gatunku, to bez zawahania wskazałbym trylogię Fundacja. Seria ta wniosła dużo dobrych zmian i nowości to scifi. Wymienić wszystkiego pewnie nie będę potrafił, ale najważniejsze, w mojej opinii kwestie, postaram się omówić.

Książka doskonale poradziła sobie w podgatunku space opery. Przed Fundacją ta odmiana scifi była utożsamiana z czymś pejoratywnym, niższej rangi literackiej. Teraz dzięki niespotykanemu wcześniej rozmachowi – space opera – przeszła transformację z brzydkiego kaczątka do pięknego łabędzia. Było to możliwe dzięki temu, że Asimov, piszą o Galaktycznym Imperium, swoje inspiracje czerpał z historii Imperium Rzymskiego. Kosmiczne Imperium Romanum przechodzi przez podobny cykl, od despotycznych władców, barbarzyńskich sąsiadów, po finałowy upadek. Asimov powiedział, że tworząc Galaktyczne Imperium mocno inspirował się książką Edwarda Gibbona History of the Decline and Fall of the Roman Empire.

Lata 50’ to okres kiedy scifi powoli staje się masowym gatunkiem, innymi słowy wchodzi mainstreamu. I co najciekawsze, dzieje się to dzięki coraz lepszym fabułom i ambitniejszym tematom z jakimi mierzą się pisarze. Tak, w tym dziwnym okresie amerykańskiej kultury, masowy sukces oznaczał podnoszenie poprzeczki. Warto przypomnieć, że rok przed Fundacją pojawiają się Kroniki Marsjańskie i jest to ogromny sukces ich autora – Ray’a Bradburry’ego. Następny w kolejce po sukces jest Asimov i jego Fundacja.

Autor Fundacji, bierze na strony swojej historii takie zagadnienia jak: wykorzystanie nauki do budowania przewagi militarnej, socjotechniki manipulacji, czy filozofię sprawowania władzy. Z mniej wyniosłych tematów Asimov, snuje swoje rozważania na temat: stagnacji, korupcji, despotyzmu… To wszystko jest w pierwotnej trylogii. Jeżeli dodamy do tego jeszcze wszechobecne tajemnice, zwroty akcji, politykę i wielką myśl strategiczną, to wychodzi nam coś, co daje sporo emocjonalnego ładunku i motywacji do przemyślenia kilku własnych stanowisk.

O tym jak autor Fundacji przez lata inspirował kolejnych twórców scifi napisać jest najtrudniej. Trzeba by dokopać się do nieprzebranych ilości wywiadów i wyłapać tych pisarzy, filmowców, artystów, którzy przyznawali się do czerpania od Asimova. Nam powinno wystarczyć to, że George Lucas i Gene Roddenberry, wypowiadali się na temat pomysłów i inspiracji zaciągniętych od Asimova. Fantastyczne imperia Georg’a i Gene’a dzielą wiele podobieństw z Fundacją.

Dochodzimy teraz do najważniejszej kwestii, czyli psychohistorii. Koncepcji, jak na tamte lata scifi, bardzo oryginalnej i odkrywczej. Przy jej tworzeniu Asimov starał się zakotwiczyć ją w jak najbardziej realnych ramach. Jego tok myślenia zapewne był taki: jeżeli istnieją pewne prawidłowości w historii świata, to muszą one być powiązane z wielkimi klastrami wydarzeń, państw i instytucji. Jeśli te dane historyczne udałoby się wrzucić do maszyny z ogromną mocą obliczeniową i uzbroić ją w skomplikowane algorytmy, to pewnie bylibyśmy w stanie określić możliwe scenariusze na przyszłość. Zadaniem psychohistorii jest właśnie odkrywanie co czeka nas na tych szerokich i strategicznych ścieżkach rozwoju ludzkości – nie poznamy dzięki niej numerów totka lub myśli innej osoby.

Koncepcja szalona, niemożliwa… ale czy na pewno.

W świetle chociażby ostatnich doniesień o analizach big data i sztucznej inteligencji, bardzo małymi kroczkami spełniamy wizję Asimova. Nie tak dawno trafiłem na artykuł o SI, która posłużyła do przewidywania, jak będzie przebiegać ekspansji wirusa z Wuhan. Pewnie za jakiś czas, kiedy połączymy wiele źródeł danych i udoskonalimy algorytmy, to może będzie w stanie spojrzeć w przyszłość.

Na końcu zostaje nam warsztat literacki Asimova. Mimo wszystkich zalet Fundacji i tego jak ważna to książka, to jej czytanie może negatywnie zaskoczyć. Błyskotliwych opisów, porównań, czy bogatego słownictwa tutaj nie uświadczymy. Dla Asimova wartość literacka nie miała większego znaczenia. Liczy się tylko i wyłącznie przekazanie nowatorskich pomysłów i umiejętne zaplanowanie punktów zwrotnych. Wszystko jest wyłożone kawa na ławę. Asimov nawet nie traci czasu na takie rzeczy jak wciąganie czytelnika w swój świat. Większość akcji toczy się przez dialogi, w których bohaterowie tłumaczą w jasny i klarowny sposób o co chodzi. Mogę zaryzykować tezę, że dla Fundacji byłoby się lepiej, gdyby Asimov zrobił ze wszystkich swoich koncepcji infografikę i prezentację w power poincie.

Ale to nie jest tak, że książkę czyta się źle. Wręcz przeciwnie, jak tak łatwo napisana, że idzie szybko i od razu wiadomo gdzie się jest i co się dzieje. Po prostu przerzucając kolejne strony, trudno pozbyć się wrażenia, że jest to książka, w której fabuła jest tylko przeszkodą między autorem, a chłonnym umysłem odbiorcy.

Trylogię trzeba przeczytać.

O autorze:

Leszek Trela

Leszek Trela

Najwięcej czasu spędzam w cyfrowych i papierowych światach. A, że granie wychodzi mi średnio, to częściej sięgam po książkę. Czytam tylko fantastycznonaukowe tytuły, bo czemu nie. Sejwuję zakładką.
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Przeczytaj więcej:

O autorze:

Konkurs fury gaming
Konkursy

Konkurs! Wygraj gamingowy sprzęt od Fury!

Oprócz półki wypełnionej ulubionymi grami żaden gracz nie może funkcjonować bez odpowiedniego sprzętu! Szczególnie pecetowe granie wymaga wyjątkowych podzespołów. Z pomocą przychodzi więc Fury Gaming! Dzięki

Czytaj więcej »