Zombie, nie lubisz? To przeczytaj… Czyli kilka słów o Dying Light

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Szczerze mówiąc bardzo długo zwlekałem z zagraniem w Dying Lighta, w końcu premiera odbyła się w 2015 roku. Jednak teraz mogę stwierdzić, że warto było w końcu zagrać w tą dosyć głośną, polską produkcję.

Trudne początki

Sam początek rozgrywki mnie lekko odrzucał i grało mi się dosyć ciężko. Słabe bronie, masa przeciwników, kilka umiejętności na krzyż, takie przygotowanie na pewno nie ułatwia sprawy początkującemu graczowi. Kilka razy miałem wrażenie, że zaraz to rzucę i zacznę grać w coś łatwiejszego. To uczucie potęgowała jedynie moja niechęć do gier o zombie (po prostu mnie nie kręcą). Jednak w miarę zdobywania kolejnych poziomów, umiejętności i niszczycielskich broni gra stawała się coraz przyjemniejsza i coraz bardziej mnie wciągała. Pytanie, dlaczego warto się nią zainteresować (jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś). Postaram się to szybko wyjaśnić.

Jak się bić?

System walki, początkowo wydaje się banalny. Znajdujemy na ulicy rurę, którą tłuczemy kolejnych przeciwników torując sobie drogę do celu. Jednak w miarę rozwoju fabuły, dostajemy schematy do coraz to lepszych broni i ulepszeń. Możemy dodawać do nich różne efekty: podpalenie, porażenie, zatrucie oraz kilka innych. Do każdej broni możemy zamontować kilka ulepszeń, te dwie rzeczy pomogą nam w masakrowaniu wrogów. Do dyspozycji mamy oczywiście masę narzędzi walki przedmioty do rzucania typu granaty, mołotowy, petardy i kilka innych gadżetów. Poza nimi możemy postrzelać z karabinów, strzelb oraz pistoletów, najwięcej oczywiście jest broni ręcznych. Warto jednak pamiętać, że najczęściej będziemy korzystać z wszystkiego co trzymamy w ręce, amunicja jest mocno ograniczona, dlatego warto rozsądnie korzystać z broni dystansowych.  

Parkur to jest to!

Jedną z najmocniejszych stron tej produkcji jest oczywiście bieganie po mieście. Na początku ograniczamy się do zwykłego skakania z dachu na dach omijając tłumy zarażonych na poziomie ulicy. W miarę odblokowywania kolejnych umiejętności, oraz zdobycia linki z hakiem bieganie staje się naprawdę świetne. Oczywiście cały czas musimy być uważni, omijać przeszkody, oceniać, która droga jest najlepsza, gdzie skoczyć, żeby nie spaść. Jeśli dojdziemy do perfekcji, parkur będzie nam sprawiał więcej radości niż masakrowanie zombie. Jednak jak wspomniałem wcześniej czasami można się tym już znudzić.

Przeżycie celem głównym

Pod względem fabularnym jest naprawdę dobrze. Praktycznie każda misja ma swoją otoczkę fabularną, dzięki czemu z większym zaangażowaniem biegamy po mieście pomagając potrzebującym. W wątku głównym jesteśmy wrzuceni do miasta opanowanego wirusem w celu zdobycia pewnych danych. Po jakimś czasie naszym celem staje się oczywiście ocalenie wszystkich ludzi w Harranie przed śmiercią. Jednak tutaj głównym wrogiem nie jest wcale wirus… Spotkamy po drodze wielu ludzi, część z nich można naprawdę polubić, przyczyną tego jest chyba świetnie dobrany dubbing, który całkowicie oddaje nastroje każdej z postaci. To sprawia, że rozmowy nie są monotonne, a można zobaczyć emocje towarzyszące każdej konwersacji.

Jedynym aspektem, który mnie mocno denerwował był przymus biegania do odległych od siebie miejsc w trakcie wykonywania misji. „Biegnij 700 metrów tam, później wróć i biegnij jeszcze w inne miejsce… Takie bezsensowne bieganie z czasem staje się nużące.

Czym się zająć nie ratując świata?

Poza wątkiem głównym możemy zabrać się za ponad 40 zadań pobocznych, które przybliżą nam codzienne życie ludzi w krainie opanowanej wirusem. Niektóre misje to według mnie prawdziwe perełki, trzeba mieć niezły pomysł, żeby do takiej gry wrzucić misje, nadające się na niezłą komedię. Są one idealnie wplecione w fabułę i dodają jedynie świetnego humoru w przytłaczającym świecie. Zadań jest naprawdę dużo, zaczynając od zdobywania potrzebnych przedmiotów, kończąc na eskortowaniu jakiegoś wariata, bo chce sobie iść na ryby i musi zebrać sprzęt.

Jak to wszystko wygląda i brzmi?

Zacznijmy od tego, że Dying Light nie będzie próbował spalić Ci komputera. Gra jest całkiem dobrze zoptymalizowana i stabilna, Mając komputer ze średniej półki możemy bez problemu liczyć na co najmniej 60 klatek bez żadnych spadków na wysokich ustawieniach. Szczerze mówiąc nie sądziłem, że gra o zombie może wyglądać tak ładnie. Pomimo całkiem sporej mapy ani razu nie odniosłem wrażenia, że lokacje się powtarzają. Muszę też przyznać, że modele samych zombie są zrobione świetnie co sprawia, że po ciężkim dniu, fajnie się ich okłada nogą od stołu… Warto też zwrócić uwagę na udźwiękowienie, niejednokrotnie wsłuchiwanie się w otoczenie ocaliło mi tyłek. Przeważnie dźwięk może uchronić nas od niespodziewanego ataku od pleców, lub ujawnić obecność potężniejszych zombie w pobliżu.

Z kim walczymy?

Oczywiście najczęściej bijemy się z żywymi trupami, jednak wśród nich trafimy na kilka rodzajów: zwykłe zombie, których bijemy wszystkim co mamy w ręce, gryzonie (jak nas złapią musimy się jak najszybciej uwolnić), purchawy czyli chodzące bomby, ropuch strzelający do nas z odległości, gazownik, który na plecach ma wybuchową butlę. Znajdziemy też kilka innych potężnych wrogów jednak rzadko się na nich trafia.  Trzeba również wspomnieć o przemieńcach, czyli maszynach do zabijania, są bardzo zwinni, agresywni i łatwo nas znajdują, pojawiają się wyłącznie w nocy. Poza samymi zarażonymi trafimy oczywiście na zdrowych ludzi, którymi dowodzi Rais, główny antagonista w grze.

Każdy przeciwnik ma swoje słabe punkty, dlatego warto się skupić jak w prosty sposób unieszkodliwić każdy rodzaj zarażonych, walka będzie  wtedy o wiele przyjemniejsza.

Podsumowując

Ogólnie mówiąc w Dying Light może zagrać każdy, nawet osoby, które nie przepadają za grami o zombie (jak ja). Pomimo wcześniejszych uprzedzeń grało mi się bardzo przyjemnie i chętnie dokończyłem wszystkie aktywności w grze.

 

Warto zagrać?

Nie lubisz zombie? I tak będzie fajnie!

Za

  • Przyjemna rozgrywka
  • Ładna oprawa
  • Optymalizacja
  • Masa broni
  • Różni wrogowie

Przeciw

  • Na początku jest ciężko
  • Czasami biegania jest za dużo
DOBRE!

Skala od 1 do 5

O autorze:

Łukasz

Łukasz

Najmłodszy z ekipy PGK, urodzony z myszką w ręce... Przeszedłem sporo gier, od starych Tomb Raiderów, przez Need for Speedy do nowych Battlefieldów. Lubię pisać o wszystkich grach, jednak tutaj zwrócę szczególnie uwagę na nasze polskie produkcje, a czasami może jakieś komiksy, książki, gry, lub filmy.
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Przeczytaj więcej:

O autorze:

Logo Indygo
Recenzje

Indygo – zrozumieć depresję

Indygo to tytuł, któremu kibicowałem niemal od samego początku powstawania gry, nie tylko ze względu na bardzo utalentowaną ekipę Pigmentum Game Studio, ale również na

Czytaj więcej »