Douglas Adams – seria Autostopem…

To będzie łatwe i trudne wyzwanie. Napisać coś nowego o serii „Autostopem przez galaktykę” i przy okazji nie powielać już sporządzonych maszynopisów.

No i jeszcze od czego zacząć? Od słuchowiska dla BBC, które wystartowało serię, czy może od książek, które ją spopularyzowały? Po drodze był jeszcze serial, który wiernie przedstawiał materiał źródłowy. No a na końcu film, który żyje własnym życiem, ale za to ma „to coś” ,co wypracował Douaglas. Każdy z utworów biegnie sobie swoją linia chronologii i wątków. Linie te tak się kręcą, że nie wiadomo, jak te dzieła ze sobą mają pracować. Kiedyś ktoś próbował połączyć to wszystko w jedną chronologię, ale oszalał i zajął się poważna pracą.

Nie będę w takim razie wkraczał na terytorium fabuły, bo nie wypada, gdyż nie potrafię. Owa jest oki. Tyle wystarczy. Zdecydowanie tak. Serio, są w tej książce rzeczy ciekawsze niż fabuła. Idźmy więc dalej.

Całym swoim sercem kocham to, co Duglas schował w swoich książkach między stronami. Pod płaszczykiem luźnej komedyjki, przemycał całe pakunki przemyśleń na temat życia, nauki, religii i całego wszechświata. Pisał tak, że da się to czytać jak przygodówkę. A jak się trochę pogłówkuje, to dokopie się do wielu komentarzy i znaczeń. A nie trzeba kopać jakoś bardzo głęboko. Wystarczy patyk i odrobina wolnego czasu.

Chyba najciekawiej będzie prześwietlić kilka cytatów z książki i zderzyć to z tym, co Adams starał się nam przekazać. To będą luźne przemyślenia, bo na takie śmiałe i ekstrawaganckie działania pozwala mi domowe stałe łącze i klawiatura.

”Na początku stworzono wszechświat. Zezłościło to mnóstwo ludzi i zostało powszechnie uznane za błąd”

Bywa tak, że trudno uwierzyć, że coś się dzieje bez przyczyny. Przeważnie towarzyszy temu mrowienie z tyłu głowy. Niby to taka nagroda, że dowiadujemy się czegoś więcej o świecie. O tym, jak w przemyślany i zaplanowany sposób działa. A co jeśli tak nie jest? A co jeśli to całe „życie” to tylko fajna jazda, z której trzeba czerpać przyjemność i zwyczajnie nie szkodzić innym. Czy coś to zmienia? Nie. Rządzi nami uporządkowany chaos i to chyba jest pointa wszystkiego i w ogóle zawsze.

”Ogólnie wiadomo, że ci, którzy najbardziej chcieliby rządzić innymi, najmniej się do tego nadają”

Innymi słowy najlepszy rozum, z jakiego możemy skorzystać, to ten, który mamy najbliżej (własny). Dbajmy o niego i często myślmy o nim, jak o dobrym kumplu. To właśnie dzięki niemu cieszymy się: wolnością, wspaniałym darem popełniania błędów i, oczywiście, umiejętnością zapominania o zaparzonej herbacie. Po co dawać tym rządnym władzy nikczemnikom niszczyć taki cud?

”Czas jest – jak to mówią – najgorszym miejscem, gdzie można się zgubić (…)”

Shit happens. Don’t panic. A tak swoją drogą, czy ktoś wie, gdzie można kupić jakiś tani ręcznik?

„Błędem jest wierzyć, że każdy poważny problem można rozwiązać za pomocą kartofli”

Jeżeli czegoś można być pewnym, to tylko samej pewności. Tego można być pewnym, nawet jeżeli rzecz, której dotyczy pewność nie jest już taka pewna. Z pewnością jesteśmy się w stanie z tym zgodzić. A może chciałem napisać coś o dogmatach. Hmmm. Jestem pewien, że nie wiem.

„Jeżeli zrobiłeś dziś rano sześć niemożliwych rzeczy, to czemu nie zwieńczyć ich śniadaniem w Milinowej restauracji na końcu wszechświata?”

I to właśnie tam spotkamy szefa kuchni Adamsa, który poda nam najlepsze marynaty abstrakcyjnego humoru serwowane z optymizmem i pesymizmem, ale tylko dla efektu zaskoczenia gości.

„(…) modlił się o to, by nie istniało życie po śmierci. Potem zauważył w tym sprzeczność, tak więc jedynie miał nadzieję, że nie ma życia po śmierci”

Żeby to zrozumieć, trzeba cofnąć się do Ryby Babel. Działa ona jako tłumacz podczas galaktycznej przygody z autostopem. Ten płetwiasty cud nie mógł, ot tak, sobie po prostu wyewoluować. Musiało to być dzieło, jakiegoś fantastycznego Stwórcy. Stwórcy, który odmawia przedstawienia dowodu na to, że istnieje. Możemy więc tylko wierzyć w Stwórcę – dzięki temu może istnieć. Ale skoro mamy dowód, w postaci rybki, to wiara nie jest nam potrzebna. Jeżeli nie ma wiary – pufff – nie ma Stwórcy.Piękne.

I tak właśnie Douglas przez setki stron bawi się słowem, logiką i naszymi ograniczeniami. Ustawia wydarzenia i bohaterów w abstrakcyjnych i surrealistycznych sytuacjach, które mimo wszystko mają więcej sensu, niż tabliczka mnożenia.

Wracając do tego ręcznika…

 

 

Może Ci się również spodoba