Clifford Simak – W pułapce czasu

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Będzie krótko, bo nomen omen, nie warto tracić czasu na tę historię.

Do książki podchodziłem ze sporymi oczekiwaniami. Chwilę wcześniej skończyłem czytać Miasto tego samego autora i byłem oczarowanym (zresztą cały czas jestem), jak żywych bohaterów i zaskakującą fabułę udało się stworzyć Simakowi.

Pozytywnie nastawiony łapię za kolejny tytuł – W pułapce czasu – i już po kilkunastu stronach straciłem zainteresowanie.

Ale po kolei. O czym jest fabuła? W dalekiej przyszłości ludzie opanowali już całą galaktykę. Ekspansja została zbudowana na latach prosperity oraz stworzeniu biologicznych androidów, które wykonywały brudną robotę. Z darmową siłą roboczą, ludzie równie szybko podbijali nowe terytoria, jak własne marzenia o rozwoju. Otarli się o boskość.

I nagle przychodzi ten dzień, kiedy z najodleglejszych gwiazd wraca protagonista Asher Sutton. Jeden ze śmiałków, którzy udali w najdalszą dal, szukając tego, co jeszcze nie odkryte. Wraz ze swoim powrotem, nasz główny bohater od razu zaczyna wzbudzać podejrzenia person odpowiedzialnych za ład i bezpieczeństwo ludzkości. Czy Sutton, który wrócił, to ta sama osoba? Jakie wiadomości niesie ze sobą? Jak zmieni to obraz ludzkości?

Sytuacja zacznie się komplikować, kiedy o zagadkę Ashera będą chciały rozwiązać antagonizujące się grupy. Z jednej strony androidy będą w nim widziały swojego wyzwoliciela, z drugiej ludzie z przyszłości przebędą podróż w czasie, żeby napisać nową historię, a z trzeciej strony siły teraźniejszości, będą chciały zrealizować swoje cele.

I gdzieś właśnie na tym etapie, książka zamienia się w kanapkę z bigosem i spaghetti. Ciężko powiedzieć co to w ogóle jest. Nie wiem jak lepiej opisać swoje wrażenia z tej lektury, ale najbliżej będzie określenie flegmatycznego chaosu. Kolejne, nic nie wnoszące sceny niepotrzebne komplikują bardzo prostą historię.

Po skończeniu ostatniej strony pomyślałem sobie, że może to jedna z tych książek, które po prostu trzeba bardzo, ale to bardzo dokładnie czytać. Pewnie coś przegapiłem i potem nie mogłem odnaleźć sensu, przez kilka następnych scen. Postanowiłem pogooglać w temacie i szybko okazało się, że identyczne przemyślenia miało więcej osób.

Książka jest po prostu bardzo źle napisana. Trudno się to czyta i trudno znaleźć sens. Lepiej pominąć i sięgnąć po inny tytuł.

O autorze:

Leszek Trela

Leszek Trela

Najwięcej czasu spędzam w cyfrowych i papierowych światach. A, że granie wychodzi mi średnio, to częściej sięgam po książkę. Czytam tylko fantastycznonaukowe tytuły, bo czemu nie. Sejwuję zakładką.
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Przeczytaj więcej:

O autorze: