Clifford Simak – Miasto, Transakcja, Pierścień wokół Słońca

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Kiedy pisze ten tekst, jeszcze nie zdążyłem przeczytać wszystkich książek Clifforda Simaka z mojej kolekcji. Ale po przeczytaniu jego książki – Miasto – od razu pomyślałem, że muszę się zatrzymać i przygotować ten tekst.

Zacznę od tego, że jestem po lekturze trzech książek tego autora: Miasto, Transakcja i Pierścień wokół Słońca.

Dwie ostatnie książki, to fabularnie zbliżone do siebie tytuły. Są jacyś obcy, mają plan przejęcia Ziemi, robią to przy pomocy mechanizmów ekonomicznych i pomysłowym sterowaniu niewidzialną ręką rynku. Książki utrzymane są w duchu – jednego człowieka, który przeciwstawi się złu. Historie przypominają swoją konstrukcją, to z czego zasłynął Robert Scheckley. I nie ma w tym absolutnie nic umniejszającego dla żadnego z pisarzy. To po prostu ciekawe historie, które są proste w konstrukcji, ale bardzo odważne w swojej pomysłowości.

Przykładowo, w Transakcji, poznajemy młodego redaktora z lokalnej gazety, który odkrywa, że jego miasteczko i cała Ameryka jest wykupywana przez nieznaną firmę. Kolejne mieszkania i lokalne biznesy, z dnia na dzień, przechodzą w ręce nowych właścicieli. Nikt nie wie kto za tym stoi, a wokół roztacza się aura tajemniczości. I tutaj zaczyna się dziennikarskie śledztwo, a do pomocy u boku głównego bohatera, pojawi się mówiący pies 😊 Dalej nie będę zdradzał, bo i tak już za dużo napisałem.

W kolejnej książce – Pierścień wokół słońca – odnajdujemy głównego bohatera w podobnej sytuacji. Ale zamiast kupowania ziemi, pojawia się inny pomysł na zniszczenie gospodarki. Tym razem na rynek wprowadzane są idealne, niezawodne (niepsujące się) przedmioty – samochody, golarki a nawet domy. Przy takim ingerowaniu w gospodarkę, wszyscy orientują się, że wkrótce jakakolwiek przedsiębiorczość przestanie istnieć. Będzie tylko jeden monopolista i produkujący przedmioty, które starczą każdemu do końca jego życia i życia przyszłych pokoleń. I znowu, kto za tym stoi? Jak rozwiązań ten problem? Czy sprzedawców tych przedmiotów coś łączy? Gdzie zaczyna się ten spisek? Teraz mały spoiler alert – nie jest to jakaś wielopoziomowa intryga, ale czyta się to dobrze.

Simak to jeden z tych pisarzy, który za swoją twórczość zdobył praktycznie wszystkie nagrody, jakie zostały przewidziane dla twórców scifi. Był z wykształcenia dziennikarzem, pracował też w zawodzie i dlatego, jego bohaterowie, to przeważnie dziennikarze i pisarze. Jako młody chłopak wychowywał się na farmie w Wisconsin i z tego okresu czerpał dużo do swoich powieści. Uwielbiał osadzać historie w małych, amerykańskich miasteczkach, gdzie wszyscy się znają i lokalna społeczność jest pełna małych i wyjątkowych zasad na jakich funkcjonują. Był, bez dwóch zdań, jednym z ważniejszych pisarzy w złotej erze scifi.

A teraz to co pozytywnie zaskoczyło mnie najbardziej – Miasto. Po lekturze dwóch poprzednich tytułów, do tej książki podchodziłem z nastawieniem, że już chyba wiem na czym polega twórczość Simaka. Ale byłem w błędzie.

Historia z Miasta podąża za rodem Websterów, którzy są genialnymi chirurgami, wynalazcami czy działaczami społecznymi. Przedstawiciele tej rodziny, co jakiś czas, stawiani są przed jakimś ważnym, historycznym wyborem, który będzie wpływał na losy całego świata.

Cała książka (Miasto), to osiem opowiadań, które łączy główny wątek. Każde z opowiadań jest nazywane „legendą”. Wszystkie poprzedzane są wstępem z fikcyjnego opracowania, które w naukowy sposób próbuje odkryć mechanizmy opisywanych sytuacji i wyciągnąć z nich głębszy, antropologiczny i filozoficzny sens.  

Miasto zaczyna się dość spokojnie. Gdzieś tam w przyszłości, ale nie jakoś bardzo odrealnionej od naszej, ludzie decydują się na migrację z miast, do małych farm. Tutaj na wierzch wychodzą przyzwyczajenia autora z czasów jego życie na farmie. Ci, którzy migrowali, wracają do prostych zajęć i życia w zgodzie z naturą. Farmerska codzienność to także sposób na radzenie sobie z kryzysem żywnościowym, który pojawił się wraz z rozrostem i popularnością miast – po prostu coraz mniej osób zajmowało się wytwarzaniem jedzenia. Nie wchodząc w szczegóły, pierwsze opowiadania urywa się w momencie kiedy masowe migracje już się wydarzyły.

Cały czas śledzimy losy rodu Websterów i ich wiernego robota i sługi (a może już członka rodziny) Jenkinsa. To on, od pewnego momentu w historii staje się głównym bohaterem. Jest świadkiem wielkich i ważnych zmian, które powodują między innymi to, że: cała ludzkość znika z Ziemi, zwierzęta zdobywają zdolność mówienia, dzikie roboty podążają własną ścieżką rozwoju, a nieliczni mutanci uciekają od ludzkości.

W książce pojawia się też bohater zbiorowy, którym są wspomniane, mówiące zwierzęta. Wraz z wyludnianiem się Ziemi, wspólnie z robotami stają się jej opiekunami. Tęsknią za swoimi panami. Mają prostą naturę i przyjmują świat takim jakim go widzą. Nie tworzą intryg, które mogłyby niszczyć relacje między nimi. Często przejawiają więcej empatii niż ludzie.

Chciałbym napisać jeszcze więcej o wielu szczegółach tej książki, jej bohaterach, scenach jakie zapadają w pamięć, ale nie chce komuś zepsuć tak fascynującej lektury. Pokuszę się tylko o małe podsumowanie, bo Simak w interesujący sposób przemycił na kartkach swojej powieści sporo prawdy o nas samych. 

Na pewno jest to jedna z tych książek scifi, które można zakwalifikować, jak Diunę, do otwierających się na problem ekologii. Simak pokazuje jakie piętno człowiek możne odcisnąć na przyrodzie. Nawet jeżeli jego działanie nie wyrządza krzywdy bezpośrednio, to nigdy nie możemy być pewni jaka kaskada działań została zainicjowana. Ratowanie takiej sytuacji jest możliwe tylko przez lepsze zrozumienie tego zostało nam dane. Zwierzęta, dzięki nowej możliwości komunikowania poprzez ludzką mowę, ustalają regułę niezabijania i wzajemnej pomocy. Roboty przejmują rolę kronikarzy i opowiadają zwierzętom o dawnych losach człowieka. Tworzą legendy, które mają wyeliminować wszystkie błędy ludzkości. Ale nie wszystkie zwierzęta są jednomyślne. To jedno z tych przesłań, które autor podkreśla najbardziej. Czynienia zła, w tym przypadku zabijanie, nie jest unikatową, ludzką cechą. To również coś co łączy nas ze zwierzętami. W każdym myślącym stworzeniu jest coś, co prowadzi je na drogę do destrukcji – nieodwołalnie.       

Simak stara się też przekazać, że koniec ludzkości nie musi być spowodowany sukcesywnym niszczeniem przyrody lub wrogim nastawieniem ludzi wobec siebie. Może to być po prostu bardzo głupa i pochopna decyzja. Zawsze w historii ludzkości jest sporo miejsca na przypadek. I to jest jedno sedno tej książki. Podejmujemy różne decyzje, chcemy działać w sposób zaplanowany, ale nie zawsze mamy wpływ na to co się stanie.

Wiem, że mówiące zwierzęta, znikająca ludzkość, proste życie na famie i „legendy” nie brzmią jak super zachęcające motywy do wskoczenia w wir historii z Miasta. Ale to właśnie te „dziwne” wybory autora tworzą tę książkę absolutnie unikatową i oryginalną w swojej konstrukcji. Warto wspomnieć, że tekst opublikowano w 1952 i do dzisiaj niewielu pisarzy, równie dobrze jak Simak, poradziło sobie z wrzucaniem tak dużej ilości nowych rozwiązań do jednej książki.

Jak najbardziej warto.

O autorze:

Leszek Trela

Leszek Trela

Najwięcej czasu spędzam w cyfrowych i papierowych światach. A, że granie wychodzi mi średnio, to częściej sięgam po książkę. Czytam tylko fantastycznonaukowe tytuły, bo czemu nie. Sejwuję zakładką.
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Przeczytaj więcej:

O autorze:

Książki

Robert Sheckley

Jakim pisarzem był Robert Sheckley? Wystarczy powiedzieć, że lista twórców, jaka się na min wzorowała i niekoniecznie się do tego pozeznawała, jest długa. Z tych

Czytaj więcej »