Card i Heinlein – jakie są rozkazy?

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Starcie tytanów scifi.

W niebieskim narożniku – Robert Heinlein – pierwszy pisarz odznaczony tytułem Damon Knight Memorial Grand Master Award (nagroda za całokształt twórczości). W czerwonym narożniku, również utytułowany – Orson Scott Card – autor sagi Endera, która trwa nieprzerwanie od 1985 r.

Obaj Panowie, w swoich rozważaniach o przyszłości, znaleźli się bardzo blisko siebie dzięki dwóm książkom – Kawaleria kosmosu (RH) i Gra Endera (OSC). W tych tytułach zmierzyli się z trudną koncepcją determinizmu społecznego w kontekście instytucji militarnych. Każdy na swój sposób.    

O geniuszach pisze się przeważnie, że to osoby, które balansują na graniczy obłędu i wyjątkowości. Tak trafnie można opisać życiorys Heinleina. Od początku swojej kariery był świetnym pisarzem. Lata mijały, a on szedł za ciosem i spełniał swój sen o cudownej karierze. Ale pod koniec życia zmienił wszystko wokół siebie w koszmar. Od razu trzeba wyciągnąć trupa z jego szafy i napisać, że przy całym swoim wizjonerstwie, był po prostu chorym umysłowo człowiekiem. To, o czym pisał u schyłku swojego życia i jak przedmiotowo traktował pewne zbiorowości, nie można w żaden sposób usprawiedliwiać.

Zaczynał od pisania opowiadań scifi dla młodzieży (juvenile scifi stories). Wychodziło mu to świetnie i jako jeden z niewielu autorów w tym czasie, nie ukrywał się pod pseudonimem. Był dumny ze swoich prostych historii, a czytelnicy chętnie sięgali po kolejne. Aż pewnego dnia w Robercie coś pękło po raz pierwszy. Zaczął krytycznie patrzeć na to jak zmienia się Ameryka i jak tradycyjne dla niego wartości, są niszczone przez młodsze pokolenie. Zaczął też ostro krytykować działania establishmentu wojskowo-politycznego, w szczególności decyzje strategiczne w okresie zimnowojennym. W końcu nie wytrzymał, tupnął nóżką i napisał swoje największe dzieło – Kawalerię kosmosu. Długo ukrywał fakt pisania tej książki przez swoim wydawcą. W sumie, to powiedział o tym w momencie, kiedy książka była już napisana. Fabuła o lata świetlne wyprzedzała to, co było powszechnie dostępne na rynku, czyli juvenile scifi stories. Wydawca bez chwili namysłu odmówił publikacji książki. Przestraszył się tego, czego dotykała fabuła. Heinlein znalazł innego wydawcę i na półki trafiła książka, która zmieniła oblicze scifi. To była pierwsza, „dojrzała” powieść w gatunku. Książka na tyle trudna, że do dzisiaj jest obiektem i krytyki i wnikliwych akademickich analiz. Są nawet tacy, którzy stawiają ten tytuł w panteonie najwybitniejszych, współczesnych książek.

Robert, wykorzystując swoje militarne doświadczenie, tworzy wizję społeczeństwa, w którym osoby po służbie wojskowej mogą cieszyć się pełnią praw obywatelskich. W ten sposób, przykładowo, otrzymują prawo do głosowania i tym samym wyższy status społeczny. Autor nie uważna jednak, że wszyscy muszą poddać się takiej formie uniformizacji. Każdy musi zdecydować sam, co jest dla niego najlepsze. Właśnie ta decyzja i cały proces ją poprzedzający jest najistotniejszy. Są też takie wątki w książce, gdzie nie jest tak różowo. Przykładowo, autor stawia mocną tezę o rozpadzie moralnym młodych ludzi, krytykując ich jednakowo, tylko ze względu na ich wiek. Fabuła nie wprowadza, żadnych zewnętrznych punktów, z których można obserwować rozterki bohatera. Każdy problem jest tłumaczony z perspektywy toczonej gwiezdnej wojny, koszar i statusu munduru. Tutaj Robert wyłapał najwięcej krytyki i z tego powodu książce przypisuje się wątki faszystowskie. Wiele lat po publikacji Heinlein przyznał, że książka była pisana z zamysłem pochwały pewnych aspektów militaryzmu, ale również krytyki takich rozwiązań. Finalnie, czytelnik musi sam zdecydować, której strony będzie bronił. Książka ma tylko sprowokować do takich rozważań.

Teraz musimy przenieść się w czasie, a dokładnie 26 lat później. Orson Scot Card publikuje wtedy swoją pierwszą część sagi Endera. Od razu zgarnia za swój debiut statuetkę Hugo oraz Nebulę. Rok później wydaje drugą część książki i również z laurami, odbiera ten sam komplet wyróżnień.

A jak do zagadnienia determinizmu podchodzi autor sagi Endera? Zanim do tego przejdziemy, od razu zaznaczam, że bierzemy pod uwagę tylko pierwszą część.

Card wymaga od swoich bohaterów całkowitego poświęcenia. W momencie włożenia munduru kadeta stają się marionetką w rękach swoich przełożonych. Niektórzy, już w momencie urodzenia są predysponowani do bycia maszyną do zabijania.

Główny bohater – Ender – trafia do wojska jako kilkuletnie dziecko i od tego momentu każdy aspekt jego życia, podlega nieustannej kontroli. Decyzja o zaciągnięciu się, jest poniekąd na nim wymuszona. U Hainleina, główny bohater Rico, trafia do jednostki jako młody chłopak, ale decyzję podejmuje bez żadnej presji. Card buduje wizje społeczeństwa, w którym niektórzy mają mały wpływ na to jak potoczy się ich życie. Wrzuceni w niezaplanowaną i przerastającą ich sytuację, muszą sami stawić czoła trudnym i brutalnym wyzwaniom.

Zwierzchnictwo ingeruje w minimalnym stopniu, ale ich decyzje są ostateczne. Jeżeli decydują się na ręczne sterowanie, to tylko w celu zarzucenia kadeta większą ilością problemów do rozwiązania.

Przełożeni Endera nie są dla niego moralnym kompasem. Jego status sprowadza się do zwierzątka zamkniętego w klatce, które poddawane jest kolejnym testom. Za tym surowym traktowaniem kadetów stoi wyższa konieczność – obrona ludzkości. Jednak bohater pozostaje bez żadnych mechanizmów obronnych, stając się prostym narzędziem. Heinlein do tematu podchodzi trochę inaczej. Przełożeni głównego bohatera zawsze motywują lub usprawiedliwiają swoje decyzje. Dzięki temu Rico ma większą przestrzeń do tego, żeby krytycznie ocenić te decyzje.

Card za taką wizję świata, dostał po tyłku mniej niż Heinlein. Twórcę Endera uratowało to, że jego wizja nie była na tyle personalna, jak w przypadku jego kolegi po piórze. Heinlein pisał Kawalerię kosmosu, bo czuł potrzebę zabrania głosu. Interpretację swojego dzieła zostawił czytelnikowi, więc wielu poszło na skróty. Card skrytykował swoją wizję głównie dzięki temu, że miał w zanadrzu jeszcze jednego bohatera – siostrę Endra. Ta odgrywa rolę głosu zza kutyny, która krytykuje społeczno-polityczne wady takiego świata.

Card, pisze o zwycięstwie za wszelką cenę i całkowitym poświęceniu. Heinlein otwiera przestrzeń dla tezy, że siła jest dobrym narzędziem rozwiązaniem konfliktów, a „tradycyjne” wartości można przywrócić dzięki dyscyplinie. Choose your own poison.

I tak na marginesie. Obie książki zekranizowano. O Grze Endera, to nie chce mi się pisać, bo w sumie to taka popkornowa rozrywka. Wycięto wszystko co było trudne i zostawiono to co się sprzeda. Ale w przypadku Kawalerii, to historia jest arcyciekawa. Podobno reżyser filmu po kilkunastu stronach zdecydował, że nie będzie czytał materiału źródłowego. Uznał, że książka jest nudna jak powietrze w słoiku. Książkę streścił mu jego asystent. Ale to bez znaczenia, bo scenariusz i książka są tak różne jak dzień i noc. Film jest spełnieniem oczekiwań wszystkich krytyków Heinleina. Bezmyślne matoły z karabinami strzelają do robali. A w książce tego prawie nie było 😊 Niby scenariusz filmowy miejscami puszcza oczko do widza, który przeczytał książkę, ale trzeba dobrze się przyglądać.

Warto przeczytać i obejrzeć, wszystko.

O autorze:

Leszek Trela

Leszek Trela

Najwięcej czasu spędzam w cyfrowych i papierowych światach. A, że granie wychodzi mi średnio, to częściej sięgam po książkę. Czytam tylko fantastycznonaukowe tytuły, bo czemu nie. Sejwuję zakładką.
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Przeczytaj więcej:

O autorze:

Książki

Andy Weir – Marsjanin i Artemis

Zacznę od tego, na czym przeważnie kończę swoje wypociny. Co autor wniósł do kanonu scifi? Andy może się, przede wszystkim, pochwalić pierwszą, naprawdę hard-hard, powieścią

Czytaj więcej »