Brutalna krucjata w kolorowym świecie Nintendo – Franko 2

Na początku roku 2014 branżowe media obiegła informacja, która rozgrzała serca fanów gier retro, a szczególnie fanów polskich produkcji – ekipa odpowiedzialna za kultową bijatykę 2D „Franko” chce wydać jej kontynuację. Nie jest to jednak pierwsze podejście do tematu, Franko miał początkowo kontynuować swoją krwawą krucjatę na konsolach japońskiego giganta – Nintendo, a mowa tu o przenośnym Game Boy Advance.

Szare blokowiska i czerwony maluch

Cofnijmy się jednak do roku 1994, kiedy to swoją premierę miał pierwszy, prawdziwie polski beat’em up na Amigę, wydany pod ostatecznym tytułem Franko – The Crazy Revenge. Gra zebrała całkiem pozytywne oceny w magazynach Secret Service oraz Top Secret, a także zdobyła grono fanów, których z czasem przybywało. Podstawowymi atutami produkcji była bezkompromisowa, brutalna rozgrywka, a także… swojski klimat.

W kraju nad Wisłą, gdzie niemal każdy wychował się w otoczeniu szarych blokowisk znajomy widok na ekranie sprawiał, że gra od razu stawała się kandydatem do specjalnego miejsca w sercach graczy. Na swojej drodze spotykaliśmy charakterystycznych przeciwników takich jak Milicja, Skini czy Punki – któż z nas nie miał problemów z którąś z tych grup, szczególnie te 20-30 lat wstecz? Jednak wisienką na torcie były poziomy, w których mogliśmy pokierować klasycznym czerwonym Maluchem, uważając przy tym na niewinnych pieszych.

To właśnie ta mieszanka sprawiła, że starsi gracze nigdy o niej nie zapomną, a po słowie „Franko” w głowie automatycznie pojawia się słowo „kultowy”.

Twarde zderzenie z rzeczywistością

Sukces Franko sprawił, że World Software nie zwalniało tempa. W 1995 roku swoją premierę miała podobna produkcja – Doman: Grzechy Ardana. W 1996, dzięki osobna grupa sprawiła, że Franko zadebiutował na komputerach PC, a World Software niedługo zaczęło prace nad jego kontynuacją. Co jednak stało się z Franko 2 na Amigę?

Ktokolwiek zarobił na tej grze nie byliśmy nim my. (…) Proza życia. To co zapowiadało się tak dobrze szybko w realiach polskiej rzeczywistości pokazało nam gdzie nasze miejsce-na śmietniku.

Jak informuje nas Mariusz Pawluk, pomysłodawca gry i grafik, zarówno Franko jak i Doman zapewne przyniósł odpowiedni zysk, jednak ekipa odpowiedzialna za produkcję nie otrzymała wynagrodzenia odpowiadającego włożonej pracy. World Software postanowiło więc zmienić wydawcę, by mieć w perspektywie lepsze warunki do rozwoju.

Japonia na horyzoncie

W latach 2002 / 2003 twórcy zdecydowali się na kolejne podejście do tematu. Tym razem wybór padł na konsolę Nintendo Game Boy Advance. Zarówno na komputerach PC jak i stacjonarnych konsolach gry 2D odchodziły do lamusa. Świat oszalał na punkcie trzeciego wymiaru. GBA był więc dosyć oczywistym wyborem: na platformie królowały gry 2D, a nawet można było zagrać w wiele portów gier z Amigi. Przenośny sequel Franko miał mieć podtytuł „No Mercy”.

Za produkcję odpowiedzialna była ekipa w składzie: Mariusz Pawluk odpowiedzialny za grafikę, w roli programisty Adam Goiński, a w przyszłości do zespołu miał dołączyć Sławomir Mrozek, by zająć się udźwiękowieniem. Grupa pospiesznie składała gameplay, by pokazać go wydawcom, a głównym motorem napędowym były… finanse.

Odsłona na Game Boy Advance miała się w sporej mierze opierać na materiałach z wersji przygotowywanej na komputery, jeszcze z lat 90, więc praca była w znacznej mierze ułatwiona. Gotowa była część animacji, w tym animacja poglądowa z systemu ruchu jednego z bohaterów, jednak nie udało nam się do niej dotrzeć. Podsumowując – prace nad grą dopiero się zaczęły, na szczęście dla twórców, bo na horyzoncie pojawiły się nowe problemy…

Zero litości!

Jak się wkrótce okazało Nintendo prowadziło strategię marketingową, która polegała na dokładnej weryfikacji tego co ma się pojawiać na ich konsolach i niestety, ale nie było w niej miejsca na brutalne gry, a Franko 2 zdecydowanie miał taką być. W kolorowym świecie pełnym grzybków i hydraulików  nie było miejsca dla żądnego zemsty mistrza ulicznych walk. Dodatkową przeszkodą był, jak zawsze szczupły budżet.

 

World Software dało więc sobie tym razem spokój. Po wersji na GBA została tylko garść zrzutów ekranu, z których część możecie tu zobaczyć, prezentują one wczesną wersję gry. Mimo wzlotów i upadków ekipa nie zapomniała o Franko i jego niekończącej się krucjacie. W 2014 roku dzięki zbiórce zdobyła część pieniędzy na kolejne podejście do kontynuacji gry i… jest to historia, którą przybliżymy Wam innym razem! 😉

Arek Grasela

Człowiek-przypominacz i pomysłodawca serwisu. Gracz niemal od urodzenia, a wolnych chwilach hobbystyczny pseudo-dziennikarz. Miłośnik popkultury i literatury, zawodowo grafik komputerowy, a od niedawna twórca gier.

Może Ci się również spodoba