Arthur C. Clarke – Koniec Dzieciństwa

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Jaka byłaby najważniejsza książka z gatunku sci-fi? Pewnie tyle, ile głów, tyle będzie propozycji. No to może jest jakiś punkt zwrotny, gdzie moglibyśmy czegoś poszukać? Wychodzi na to, że jest ich kilka, ale jeden wydaje się szczególnie istotny.

Ten szczególny, wydarzył się blisko 70 lat temu, kiedy Clarke opublikował swoją powieść Koniec Dzieciństwa i tym samym sporo namieszał. Był wtedy rok 1953 i w powojennym świecie gatunek sci-fi był zdominowany głównie przez śmiercionośnych obcych i zbuntowane roboty. Przynajmniej taki trend dominował w Europie i Ameryce. No i kiedy już czytelnicy zaczynali się nudzić w kółko powtarzaną historią, pojawił się on – Clarke – i zabrał nas w podróż w nowym kierunku.

Obcy nie byli już źli – albo byli. A może ludzie byli źli? Intryga nie kończyła się na obcej cywilizacji. A zakończenie nie było heroiczne. W sumie to nie wiadomo, czy było złe, czy dobre. Tym samym w gatunku sci-fi znalazły się nowe perspektywy i ścieżki jakimi mogli podążać kolejni pisarze.

Ale żeby nie było tak kolorowo. Clarke, cierpiał trochę na syndrom Gibsona, tego Williama. Miał wyobraźnię, dobre pomysły, było odważny jako pisarz i jednostka, ale pisać to jakoś szczególnie nie potrafił. No na przykład, w takim Końcu Dzieciństwa postaci zbudowane są w stopniu minimalnym, a opis akcji jest bezduszny i może przypominać raporty z zakładów ubezpieczeniowych. Dopiero pod koniec książki widać, że zdecydował się wspiąć na swoje pisarskie wyżyny.

Po przeczytaniu tego tytułu widzę też jak dużo czerpał z niego Cixin Liu (i z FUTURAMY S01E07 )

Nie będę spojlerował, bo jeżeli ktoś chce dobrze poznać gatunek sci-fi, to jest to, na pewno, pozycja obowiązkowa i do własnej interpretacji.

O autorze:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Przeczytaj więcej:

O autorze:

WSPIERAMY: